Powrót do listy artykułów Aktualizowany: 2013-08-28
O „zmierzchu” polskiego węgla zdecyduje ekonomia, nie czarnowidztwo

Prof. Zbigniew Kasztelewicz: "Zmierzch węgla kamiennego w Polsce" autorstwa dra Michała Wilczyńskiego, podobnie jak opublikowany przez niego raport z 2012 r. „Węgiel brunatny paliwem bez przyszłości" o roli węgla brunatnego oraz kamiennego w przeszłości, obecnie i w dalszych dekadach XXI wieku w Polsce, są bardzo pesymistyczną oceną. Z wielką dozą czarnowidztwa i krytyki wobec tych dwóch rodzajów paliw kopalnych, pokazują ich branże w katastroficznych obrazach. Jednocześnie przypisując im wszystko złe, co mogło się wydarzyć w Polsce, czy na świecie - od zagłady regionów, zanieczyszczenia gleby, powietrza i wody, aż do wielu tysięcy rocznych zgonów z powodu tej zabójczej „czarnej" czy „brunatnej" energetyki.

Tymczasem najpierw należałoby zadać kluczowe pytanie - czy Polska i Europa oraz świat mogła po 1945 r. podążać inną drogą, niż rozwijać górnictwo węglowe? Myślę, że odpowiedź jest jedna: węgiel był głównym paliwem dla energetyki, hutnictwa czy branży chemicznej oraz służył jako opał w domach czy ciepłownictwie. Węgiel był wreszcie paliwem pomocnym dla odbudowy kraju. Era ropy i gazu to czas późniejszy. Dopiero po nich nastąpił „rozkwit" atomu i moda na energię odnawialną. Dlatego też biorąc pod uwagę powyższe argumenty możemy stwierdzić dlaczego nasi poprzednicy nie mogli zafundować nam innej energetyki. A teraz pytanie o czas obecny:  czy możemy i czy stać nas, jako kraj wciąż pozostający na dorobku, by zafundować sobie zdecydowaną i bardzo szybką zmianę gospodarki opartej na „czarnej" czy „brunatnej" energetyce?  Na pewno nie wskazuje na taką możliwość stan polskich finansów (prawie bilion złotych zadłużenia, które raptownie rośnie) zmierzających do „zapaści". Przed nami poważne zadania finansowe do realizacji w gospodarce. Wg profesora K. Żmijewskiego potrzeby finansowe na elektroenergetykę to około 100 mld euro. Czy mając taki rosnący dług publiczny możemy zaciągać nowe kredyty?

Zmiana proporcji paliwowej w energetyce jest nieunikniona. Już dziś w związku z pakietem energetyczno - klimatycznym zobowiązani jesteśmy do osiągnięcia 15% udziału OZE do 2020 r. Każda zmiana miksu energetycznego musi być jednak bardzo wyważona - bez niepotrzebnych przyśpieszeń i dokonana w oparciu o analizę surowcowego potencjału kraju. Droga „niemiecka" powinna być dla nas ostrzeżeniem, bowiem „modna" zmiana z energetyki atomowej na odnawialną doprowadziła ich do „ściany".

Ale należy w tym miejscu powiedzieć prawdę – Niemcy zużywają ponad dwa razy więcej węgla niż Polska i nie zmniejszają ilość energii węglowej, lecz ją jeszcze bardziej wykorzystują. Parę  faktów: Niemcy wykorzystują w energetyce węgiel kamienny zarówno rodzimy jak i importowany w nie mniejszym niż Polska zakresie, bo około 50 mln ton, z kolei węgla brunatnego w ilościach trzy razy większych, bo aż 184 mln za 2012 r.. Polska w tym czasie zużyła tylko 64 mln ton. Niemcy zwiększają udział węgla głównie z powodu rozważnego myślenia o gospodarce – bowiem energia węglowa była i wciąż jest pewna i najtańsza. Nasi zachodni sąsiedzi wykorzystują też tuż za naszą granicą (za Gubinem) złoża węgla brunatnego w ilości około 60 mln ton na rok. To dokładnie tyle ile wynosi  całe nasze krajowe  wydobycie.  W tym samym czasie nasi krajowi „Włodarze"  pozwalają podupadać przemysłowi wydobywczemu w Polsce. Paradoks jest zatem następujący: Niemcy mogą i opłaca im się wydobywać węgiel, mają program wydobywczy dla węgla brunatnego na następne 40 lat wydobycia, a nam Polakom to się nie opłaca, a w długoterminowe plany wydobywcze nie istnieją.

Rodzi się zatem pytanie, dlaczego tylko Polska stawiana jest jako „kraj do bicia" za energię węglową, która przez lobby OZE, ekologów i „ekoterrorystów" ochrzczona została mianem „brudnej energii"?

Powinniśmy sobie zatem zastanowić w narodowej debacie publicznej: czy chcemy iść dalej tą drogą, która wyprowadzić może całe branże za granicę, gdzie będzie tani prąd, w konsekwencji zwiększając bezrobocie? Czy chcemy to zrobić w imię „wyprodukowanego" przez ekologów światowego problemu z CO2 ?

W przededniu COP 19 powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że do dzisiaj nie ma jednoznacznych i przekonujących dowodów, iż to emisja CO2 powoduje zmiany klimatu, a tym bardziej emisja spowodowana przez działalność człowieka. Zmiany klimatyczne mają swoje naturalne cykle, niezależne od działalności człowieka, czego mieliśmy dowody w geologicznej historii naszej planety. Za emisję CO2 na świecie odpowiada ponad 207 krajów. Na kraje UE przypada ok. 11 % a najwięksi emitenci CO2, jak Chiny i USA, nie ratyfikowały nawet protokołu z Kioto. Roczna emisja CO2 całej gospodarki Polski to 300 mln ton, Chin blisko 8 mld, USA 5,5 mld, Indie i Rosja zbliżają się do 1,6 mld. Również Niemcy sporo więcej niż my „dymią", bo produkują rocznie ok. 770 mln ton CO2. Korea Płd., zamykająca pierwszą dziesiątkę producentów CO2, wytwarza 530 mln ton tego gazu. Problem dwutlenku węgla już dawno został przeniesiony z rąk naukowców do rąk polityków. Ci wykorzystują go dla własnych, partykularnych potrzeb. Ochrona środowiska jest dla nich tylko narzędziem do gier politycznych i do robienia dużych pieniędzy na problemach klimatycznych. Wiele krajów europejskich od lat rozbudowuje przemysł nastawiony na produkcję urządzeń do OZE oraz energetyki atomowej i chce, oraz jednocześnie wymusza, aby Polska i inne kraje węglowe zamknęły kopalnie i elektrownie oraz cały przemysł około węgla, a kupowały urządzenia do OZE u nich. Dlatego mówienie, iż wielkim biznesem będzie zmiana „brudnej" energetyki węglowej na „czystą", jest zwykłą manipulacją, ponieważ w produkcji urządzeń na rzecz OZE, czy dla energetyki atomowej nasz kraj jest kopciuszkiem, a nie potentatem.  Szybkie odejście od węgla spowoduje likwidację potężnego i uznanego na świecie przemysłu nastawionego na produkcję maszyn i urządzeń dla górnictwa i energetyki węglowej,  w zamian dojdzie do importowania maszyn i urządzeń do energetyki alternatywnej. Będzie to kolejny krok do wzrostu zadłużenia publicznego. Na koniec tych rozważań należy powiedzieć, że kraje te nie przewidziały, iż tańsze i lepsze technologie związane z energetyką odnawialną czy atomem są produkowane w Chinach, Japonii bądź Korei, a nie w tychże krajach europejskich, co powoduje, że szereg firm związanych z energetyką słoneczną w Niemczech i Czechach bankrutuje, ponieważ nie wytrzymują światowej konkurencji.

Największe zdziwienie budzi zatem fakt, że w omawianym raporcie przedstawione są tylko ciemne strony górnictwa i energetyki węglowej, a nie także oczywiste blaski i korzyści jakie niesie z sobą przemysł  górniczy nie tylko w Polsce, ale także w przywołanych chociażby Niemczech, a dodatkowe przykłady na całym świecie można mnożyć.

„Czarne" czy „brązowe" górnictwo to nie tylko blaski – jest też szereg cieni. Ale górnicy i  energetycy o tym wiedzą i z dobrymi wynikami poprawiają ten stan. Węgiel kamienny to szkody górnicze, ale głównie to szkody z działalności przeszłej. Oczywiście także obecnie nie da się ich uniknąć, ale dzięki stosowaniu różnych nowatorskim rozwiązań górnicy znacznie zmniejszają ich zakres. Podobnie jest z energetyką, od lat realizowany jest program modernizacji polskich siłowni energetycznych. Przykładem są nowe bloki energetyczne o wysokiej sprawności w Pątnowie, Łagiszy czy w Bełchatowie. Ważne dla bezpieczeństwa energetycznego Polski Bloki w Opolu będą miały największą sprawność netto na świecie - ponad 45%. Zmniejszamy emisję różnych gazów i w tym także CO2. Krajowe placówki naukowe pracują nad czystymi technologiami węglowymi, dzięki czemu jesteśmy w czołówce europejskiej w tej dziedzinie. Owszem, ktoś może powiedzieć, że to mało, ale na polskie warunki to jest bardzo duże osiągnięcie. Średnia sprawność bloków energetycznych w krajach UE nie jest większa od średniej Polski.

Co więcej, mam wrażenie, że autor opisuje kopalnie węgla brunatnego sprzed wielu dekad lub też nie ruszył się zza swojego warszawskiego biurka by zweryfikować niepoparte faktami wyobrażenia. Będąc na kopalniach w Polsce, w Niemczech czy Czechach, odnoszę wrażenie jakbym czytał „brednie", ponieważ znam to górnictwo bardzo dobrze i nie pozwolę wylewać na nie „pomyj". Oprócz zweryfikowania tych tendencyjnych ocen, warto także wskazać autorowi raportu, że pominął także inne „blaski mocne strony" polskiego górnictwa. Przez wieki powstała „polska szkoła górnicza" znana na całych świecie, z renomowanymi uczelniami górniczymi. Powstały placówki badawcze, które projektują dla polskich i światowych kopalń. Powstały wreszcie fabryki zaplecza technicznego, które produkują światowej sławy maszyny i urządzenia. Całe górnictwo węglowe to ponad 150 tys. pewnych miejsc pracy, a z otoczeniem daje w sumie ponad 500 tys. stanowisk. Górnictwo węglowe bez energetyki węglowej wpłaca do różnych budżetów ponad 10 mld złotych, w tym bezpośrednio do budżetów gminnych blisko 500 mln złotych rocznie.

Odnosząc się z kolei do kluczowej tezy raportu, a zatem do tego - czy będzie zmierzch polskiego węgla? Uważam, że warianty mogą być różne. Polskie górnictwo węglowe od 1945 r. wydobyło około 9,0 mld ton „czarnego i brązowego złota". Obecnie zasobów operatywnych jest ponad 4 mld ton, ale zasobów geologicznych bilansowych węgla kamiennego i brunatnego mamy ponad 40 mld ton. To jest polski skarb narodowy. Nie będzie „zmierzchu", gdy będziemy zagospodarowywać nowe złoża, a węgiel traktowany będzie przez polityków w kolejnych dekadach XXI wieku jako podstawa polskiej energetyki, a winien być tak traktowany, bo jest to w najwyższym interesie gospodarczym naszego kraju. Polsce i Europie potrzebna jest tania, a nie droga i „ekologiczna" energia. Energia z wiatraków jest ponad dwa razy droższa, a z paneli słonecznych - ponad cztery razy. Koszt budowy elektrowni atomowej o mocy 1000 MW jest trzy razy większy od kosztów podobnej elektrowni węglowej. Ten zdecydowanie większy nakład inwestycyjny powoduje, że koszt finalny energetyki atomowej będzie wyższy od kosztu z takiej samej jednostki z energetyki węglowej nawet z zakupem uprawnień do emisji CO2 po 40 euro za tonę. Ze względu na położenie geograficzne naszego kraju potencjał energetyki wiatrowej może być wykorzystany tylko w 15 - 25 proc. w skali roku, natomiast słonecznej w 10 - 15 proc. Należy mieć świadomość, że zamiana np. elektrowni „Bełchatów" na elektrownie wiatrowe spowodowałaby konieczność budowy 18 tys. wiatraków o mocy 1 MW albo 9 tys. o mocy 2 MW, a i tak na wypadek braku wiatru należy mieć elektrownie „Bełchatów" w rezerwie!

Miejmy też w pamięci ciepłe lato w 2010 r., gdy w okresie bez wiatru, na ponad 1000 MW zainstalowanej energetyki wiatrowej - elektrownie wiatrowe produkowały jedynie 10 MW mocy energii elektrycznej. Jeśli chcemy zatem modyfikować miks energetyczny, to jego podstawą musi być energetyka węglowa. Tak czynią wszystkie kraje na świecie – najpierw wykorzystują własne surowce energetyczne i zapewniają u siebie miejsca pracy, a dopiero pozostałe paliwa czy technologię dokupują  poza granicami swojego kraju.

Autor:
Instytut Kościuszki

Komentarze (2)

  • Realista

    2015-11-27 21:52

    Koszt wydobycia węgla w Polsce jest znacznie wyższy niż np. węgla rosyjskiego czy ukraińskiego. Rozwój energetyki węglowej uzależnia nas od importu ze wschodu albo będziemy dopłacać do energii. Koszt energii wiatrowej zbliża się do poziomu energii konwencjonalnej i tylko jest kwestią czasu, kiedy wiatr będzie tańszy. Coraz więcej elementów turbin jest produkowanych w kraju. A kwestionowanie wpływu emisji gazów cieplarnianych na klimat, jest już zwykłą demagogią, na potrzeby lobby węglowego i ropy naftowej.

  • elektryk

    2014-04-22 15:24

    Wreszcie mądry człowiek wypowiada się na temat. A nie pseudo eko-fachowiec mówi co mu się wydaje...

Wystąpiły błędy. Prosimy poprawić formularz i spróbować ponownie.
Twój komentarz :